Tajemnice składników

SLSowa zmora naszych czasów?

domowe LCh

Podczas pracy jako wizażystka i osoba pracująca na wielu markach kosmetycznych, spotykałam się nie raz z pytaniem o składniki, które mogą uczulać albo wywoływać podrażnienia. I przyznam się Wam szczerze, że kiedyś nie zwracałam na to uwagi, jeżeli jakiś producent mówił mi, że jego produkty nie uczulają, nie podrażniają, wierzyłam mu. Moja wiedza dotycząca składników, była znikoma, potrafiłam jednak wskazać co może danej osobie źle służyć.
Wiedzę w temacie INCI zaczęłam poszerzać, gdy zaszłam w ciążę. Wtedy zaczęłam świadomie czytać składy pożywienia a później już i kosmetyków, bo przecież częściowo to co w siebie wcieramy dostaje się przez warstwy naszej skóry do naszego organizmu.
Niektóre nigdy nie przejdą przez nią, ze względu na wielkość swojej cząsteczki, inne zaś przechodzą z łatwością i jeśli są szkodliwe mają najczęściej zdolność kumulowania.
W składach kosmetyków, czasami możemy znaleźć różne dziwne nazwy…czasami mamy niezły „bajzel”…

Zawzięłam się
Po zajściu w ciążę analizowałam każdy produkt, który jadłam pod względem składu. Moje zakupy na początku trwały prawie 3 godziny, przy półce z jogurtami (które uwielbiam, potrafiła spędzić za pierwszym razem prawie pół godziny). Zanim produkt trafił do koszyka musiał przejść moją analizę. Pamiętam jak mama na mnie krzyczała, że przecież nie muszę czytać wszystkiego. MUSZĘ! CHCĘ! Twierdziłam,że wyrabiam sobie nawyk do tego aby chronić swoje jeszcze nienarodzone dziecko, przed tym co szczerze mówiąc jest nam nie potrzebne. Szukałam tego co najlepsze. I tak, dzisiaj muszę z przykrością stwierdzić i przyznać się bez bicia, że nie zawsze czytałam składy kosmetyków, które wcierałam w siebie każdego dnia, czasami pobieżnie sprawdziłam listę, ale też szybko rezygnowałam. Nie miałam siły na to aby przebrnąć po raz kolejny przez dłuuuugą listę składników z mocno nieznanymi mi wtedy słowami. Denerwowało mnie też to, że nie potrafiłam ich przeczytać. Dochodziłam niechybnie do wniosku, że skoro są dopuszczone do produkcji to znaczy, że nie mogą nam szkodzić, ale czy koniecznie mi służyły i czy służyły mojemu dziecku?

Problemy skórne…
Gdy urodziłam córeczkę u której wyszły po jakimś czasie zmiany skórne na policzku i na ramionach, udało mi się to wyleczyć olejkiem z drzewa herbacianego połączonego z oliwą z oliwek. Zapomniałyśmy o zmianach i po skończonym 3 miesiącu życia zaczęłam stosować produkty z przeznaczeniem dla niemowląt, ale kupowałam produkty intuicyjnie, po pobieżnym przeczytaniu składu, bo ufałam marce, którą znałam od wielu lat. Jaki szok przeżyłam gdy po ponad rocznej przerwie wróciły nasze nieprzyjemne objawy i to ze zdwojoną siłą, nic nam na tą dolegliwość nie chciało pomóc, żadne antybiotyki, maści z apteki, maści na zamówienie, nie dawały sobie rady…Zaczęłam więc szukać przyczyn a nie leczyć tylko skutki.
W pierwszej kolejności zajęłam się jedzeniem bo według sugestii pediatry moja Mała jadła coś niezdrowego, albo coś co ją uczula. Kilka tygodni sprawdzania, bez skutku, objawy pozostawały nadal takie sama, a nawet i się zaogniały, postanowiłam wziąć się za wszystko.
Wzięłam się więc i za kosmetyki, jakim zaskoczeniem dla mnie były ich składy, nie dość, że ich długość mnie przeraziła, to jeszcze te składniki. I na jednym z pierwszych miejsc SLS, zawsze i wszędzie (po co w kremie środek pieniący? ) nie wspominając już o konserwantach, które przebiły w wysokości składniki roślinne, którymi kierowałam się podczas zakupu produktów.
Co wywoływało przesuszenie i zmiany na skórze u mojego dziecka?  Nie uczulenie na jedzenie, nie uczulenie na składniki aktywne w niektórych kosmetykach – bo przecież sprawdzałam to wcześniej, ale właśnie SLS (ALS – Amonium Lauryl Sulfate ) oraz SLES( ALES – Amonium Laureth Sulfate )
Co to jest i dlaczego takie efekty dało? Dlaczego wyeliminowanie go z naszych kosmetyków spowodowało efekty lepsze niż się tego spodziewałam?

SLS (czyli Sodium Lauryl Sulfate ) czy też SLES (Sodium Laureth Sulfate ) to związek chemiczny, syntetyczny DETERGENT który bardzo często pojawia się w składzie kosmetyków myjących. Stosowany jest również od dawna w przemyśle – w środkach odtłuszczających, do mycia wszelkich urządzeń i pomieszczeń. Są to substancje powierzchniowo czynne, o właściwościach myjących, pianotwórczych i emulgujących. Ułatwiają mieszanie się wody z substancjami tłuszczowymi i brudem. Dzięki temu zanieczyszczenia mogą być łatwo spłukane z powierzchni skóry lub włosów.
SLS i SLES to sole siarczanów alkoholi tłuszczowych.
Sodium Lauryl Sulfate i Sodium Laureth Sulfate stosowane są przede wszystkim w kosmetykach spłukiwanych, które pozostają na skórze przez krótki czas – żelach pod prysznic, szamponach, kosmetykach do kąpieli, farbach do włosów, preparatach do golenia i pastach do zębów.

Sodium Lauryl Sulfate (SLS) wzór chemiczny C12H25SO4Na

  • ma silne właściwości uczulające i draż­niące
  • wysusza skórę, powoduje świąd, rumień, a w skrajnych przypadkach również atopowe zapale­nie skóry
  • jego obecność w szamponach jest przyczyną powstawania łupieżu, swędzenia skóry głowy oraz łamliwości i wypadania wło­sów
  • negatywnie wpływa na oczy

SLS nie powinien być stosowany w preparatach przeznaczonych dla cery wrażliwej, cery z problemami związanymi z trądzikiem, z przesuszaniem, cery dziecięcej a przede wszystkim niemowlęcej, oraz dla cery atopowej i alergicznej. Jego największą zbrodnią jest powodowanie przesuszenia i podrażnienia naszej skóry.

Jeżeli zastanawiasz się dlaczego Twoje włosy tak często się przetłuszczają,?
Jeżeli zastanawiasz się dlaczego Twoja skóra pomimo środków nawilżających w środkach myjących nadal jest przesuszona?
Jeżeli zastanawiasz się dlaczego produkt do oczyszczania twarzy ze skłonnościami do trądziku nie daje najlepszych efektów, albo są one tylko chwilowe?

CZYTAJ DALEJ

Co powodują te związki? Powodują przesuszenie skóry, zaburzają wydzielanie łoju i potu, podrażniają skórę, wywołują świąd i wypryski. Przyczyniają się do powstawania plam, guzków zapalnych i cyst ropnych. Szczególnie szkodliwie działają na skórę dzieci, niemowląt, kobiet ciężarnych i karmiących oraz na skórę w okolicach narządów płciowych. Według badań, związki SLS po wniknięciu do organizmu, kumulują się w tkankach. Kiedy dostaną się zaś do oczu małych dzieci – mogą powodować ich uszkodzenie, a u osób dorosłych rozwój zaćmy. SLS jest szkodliwy dla skóry i włosów. Czyści przez niszczenie warstwy lipidowej skóry i przez to działa wysuszająco, a to przy cerze trądzikowej może powodować nadmierne „tłuszczenie się skóry, która „broni się” wydzielając łój. Otrzymuje się w ten sposób skutek odwrotny do zamierzonego.

Jak się przed nimi bronić?
Oczywiście w kosmetykach jest ich niewielki procent, jednak mogą się one kumulować w organizmie osiągając niebezpieczną ilość.Dlatego warto czytać składy kosmetyków i unikać kupowania w nich nie tylko sztucznych parabenów, nadmiernej ilości konserwantów, ale także SLS czy też SLES.

Oferta szamponów bez SLS jest obecnie coraz szersza, można znaleźć je w drogeriach i aptekach oraz w sklepach internetowych. Przedział cenowy także jest różny. Najpopularniejsze to Alterra, BabyDream – te spotkacie w Rossmanie, BingoSpa, Joanna seria Naturia, Baikal Herbal, Green Pharmacy – Herbal Cosmetic,  Farmona seria Herbal Care, Natura Siberica (wszystkie serie), Colway, Seria Babuszki Agafii.

Czy SLS i SLES są rakotwórcze? Czyli pewien kosmetyczny mit..
Nie. Na wielu stronach internetowych, w tym forach dyskusyjnych i blogach można znaleźć informację, że Sodium Lauryl Sulfate (SLS) i Sodium Laureth Sulfate (SLES) są rakotwórcze. Ta nieprawdziwa informacja jest przykładem „mitu kosmetycznego”. Nie ma żadnych publikacji naukowych, które świadczyłyby o tym, że którakolwiek z tych substancji wykazuje działanie rakotwórcze lub potencjalnie może je wykazywać. Mit o rakotwórczym działaniu SLS i SLES jest to typowym zjawiskiem „łańcuszka”, w którym kolejni użytkownicy powielają fałszywe i niesprawdzone informacje.
Jak wiecie substancje o potwierdzonym działaniu rakotwórczym są klasyfikowane i rejestrowane przez wiele międzynarodowych organizacji, a żadna z nich nie włączyła SLS ani SLES na listę substancji rakotwórczych.Te organizacje to Międzynarodowa Organizacja Zdrowia (WHO), Międzynarodowa Agencja ds. Badań nad Rakiem (IARC ), Agencja Ochrony Środowiska Stanów Zjednoczonych (US EPA)

Uff… To już koniec…
Jeżeli tu jesteś to znaczy, że dobrnęłaś do końca…Jak widzisz temat SLS i jej pochodnych jest bardzo rozległy istnieje wiele artykułów na ten temat i pewnie jeszcze wiele powstanie.

PAMIĘTAJ! Przed zakupem każdego produktu do pielęgnacji skóry – przeczytaj jego skład chemiczny. Nie zatruwaj swojego organizmu!!!
Chcesz poznać składy INCI produktów? Albo potrzebujesz jego analizy?
Napisz w komentarzu pod postem, na skrzynkę mailową, albo na moim fanpage’u postaram się pomóc.

Reklamy

5 thoughts on “SLSowa zmora naszych czasów?

  1. Dziękuję, super tekst, czekam na więcej takich. Sprawdziłam mój ostatnio.kupiony szampon od fryzjerski, hurra nie ma sls, dzisiaj kupiłam żel pod prysznic po gruntownym przeczytaniu składu. Pisz więcej takich tekstów.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Super 🙂 cieszę się, że się przydało 🙂 można trafić na prawdziwe perełki jeżeli chodzi o produkty. Włosy i skóra przyzwyczajone do SLSow po pewnym czasie ich braków będą się buntować – włosy będą porowate, skóra przesuszona, warto zainwestować w dobrą odżywkę i balsam 🙂 ale będę jeszcze o tym pisać 🙂

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s